Korki z życia

by Józia

Jak się nauczyć angielskiego?

3 Comments

Zdjęcie0083

Jedną z najciekawszych rzeczy jakie usłyszałam na korkach (zaraz po “następnym razem może ja cię do czegoś zmuszę”) było pytanie:

– Powiedz mi no, Józiu, jak ty się nauczyłaś tego angielskiego?

No zdębiałam, powiem wam. 

Najpierw zrobiłam to, co robię zawsze, gdy ktoś mi zada pytanie, na które nie znam odpowiedzi – uśmiechnęłam się głupio, podrapałam w głowę i powiedziałam “Bo ja wiem, nie wiem”. Dopiero w kilka sekund później, jak już minął pierwszy szok,  – bo ten człowiek naprawdę dał się nabrać, że umiem angielski – zaczęłam sobie przypominać te wszystkie teorie i metody, które próbowano mi wsadzić do łba na studiach. Wiele tego nie było, ale pamiętałam, że…

…there is no such thing as The Method. 

Powtarzali nam bez przerwy – coś takiego jak jedna, sprawdzona i zawsze działająca metoda… nie istnieje.

Nie ma, że zrobisz całą gramatykę dwa razy i będziesz umiał. Nie ma, że wystarczy oglądać filmy z napisami. Nie ma.

Trzeba próbować wszystkiego po trochu, mówić, czytać, śpiewać po angielsku, podskakiwać, kuć, rozkminiać gramatykę, leżeć z jakimś wihajstrem przed nosem – bo człowiek to skomplikowana istotka jest i na różne sposoby wiedza językowa na niego spływa. 

Próbowałam wcisnąć mu ten kit, ale na zadowolonego nie wyglądał – a że od zadowolenia moich uczniów zależy czy mam na kebaby czy nie, postanowiłam mu to wyłuszczyć nieco jaśniej.

 – Słuchaj, koleś.

Ja wiem, że całe to uczenie się języków wydaje się jakieś czarodziejskie. Jakbyśmy my, Korkodawacze, posiedli jakąś wiedzę tajemną, której nie zdradzamy, bo przecież jeśli Cię nauczę angielskiego, to przestaniesz mi płacić. Wiem, żeś już stary, a ciągle nie umiesz mi odpowiedzieć na “how are you” i wkurza cię to, bo topisz w tym mnóstwo kasy i masz już dość, ale angielski by się przydał. Rozumiem. Widzę też, że obwiniasz nas, nauczycielską brać, za swoje porażki. I masz trochę racji – to nie twoja wina, że nie wiesz JAK człowiek uczy się języka. Ale prawda jest taka, że studiuję to cholerstwo już trzeci rok i konkretnej odpowiedzi nadal nie usłyszałam.  Chcesz wiedzieć jak było ze mną i co o tym myślę, tak? To szykuj PLNy, bratku, bo to trochę potrwa.

Do liceum nie uczyłam się angielskiego w ogóle. Tak wyszło, pech, klasa C uczy się niemieckiego, suck it up, bitchz, pani von Schlieffendunstler ma mieć etat. No sponio, no. I się uczyłam tego niemieckiego, tak po szkolnemu, w klasie. Ale nie pykło. I tak, w wieku 15 lat, po jednej stronie mając 6 lat rzetelnej nauki w szkole a po drugiej jedno wielkie nie-wiadomo-co z angielskim, miałam je na, myślę, porównywalnym poziomie. Potem przyszło liceum, normalnie już się uczyłam obydwu tych języków w klasie i – to będzie mocne teraz – niemieckiego na rozszerzonym a angielskiego na podstawie. I co? Jakoś tak nauczyłam się angielskiego, a niemieckiego nie.

Gusła? Czary?

Chyba coś w podobie, moi drodzy. Miłość. 

I nie, nie do angielskiego jako takiego. Za nic nie rozumiem ludzi mówiących “kocham Esperanto”, co się uczą z książek, wypełniając systematycznie i po kolei jakieś ćwiczonka z gramatyki. Ja tak, no sorry, nie potrafię, ocipiałabym. 

Kochałam za to Garfielda i Emily Strange, a tylko angielskie strony internetowe o nich istniały. Piosenki angielskie lubiłam, a przecież żeby śpiewać trzeba znać słowa (do dziś pamiętam jaka to była gratka, że w BRAVO była piosenka i tłumaczenie pod spodem!). Uwielbiałam Xenę i Herculesa, godzinami siedziałam przed telewizorem przecież, chociaż nie powinnam. Dodajcie do tego zwyczajną dziecięcą ciekawość, e voila – mamy jakieśtam osłuchanie z angielskim, sporo słownictwa, wprawdzie wymieszanego jak groch z kapustą, ale takiego codziennego, bliskiego życiu. Do szczęścia brakuje nam gramatyki…

…z której nie umiałam NIC.

Józia zadaje pytanie w pierwszej klasie liceum:

– Proszę, pani, a co to znaczy to “do” tam?

Z tym, że w tym wypadku gramatyka nie była celem – wskazywała tylko drogę wśród tego gąszczu słownictwa. I poza tym sporo sama się domyślałam, dostrzegałam prawidłowości, wytworzył mi się we łbie zwierz nazywany CZUJEM. I niestety, tu się bajka trochę skończyła, bo wytworzył mi się trochę zły ten czuj i obok całkiem skomplikowanych rzeczy robię często durne, podstawowe błędy. Marzę, żeby kiedyś mówić poprawnie.

Także, mój drogi uczniu, chcesz się nauczyć angielskiego? Naprawdę chcesz? 

To zastanów się, co lubisz w życiu robić, a potem rób to po angielsku. 

Advertisements

Author: Józia

Józia, 21-letnia studentka z Warszawy.

3 thoughts on “Jak się nauczyć angielskiego?

  1. Sposób jest kozacki, na prawdę, ale na pewno nie rewolucyjny… Odkryłem go już jakiś czas temu grając godzinami, dniami, tygodniami w CHAMPIONSHIP MANAGER 00/01, gra ta, dla niewtajemniczonych, to tylko teksty, tabelki, nawet mecz przedstawiony byl w formie tekstowej (opis) i wszystko oczywiscie po angielsku. Angielskiego nie umiem do dziś ale prawie wszystko co kumam z tego języka zawdzięczam właśnie tej grze.

  2. Gruby, bracie. Zdziwiłbyś się, jak wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że to im musi się chcieć i że niszczą życie biednym korepetytorkom, oczekując, że to ja im wszystko zorganizuję, znajdę i do łba włożę. Za 30 zł [*].
    I skoro zakumałeś jakiśtam angielski z gry, to znajdź sobie następne coś po angielsku, COKOLWIEK, KURDE! a gramatyka sama potem wejdzie, chociaż popracować też będzie trzeba.

  3. no cóż,są lingwiści/matfizy/biolodzy/whatevs, każdy ma inne uzdolnienia. i każda z tych osób chyba sobie doskonale zdaje sprawę jak doszla do takiego poziomu znajomosci wieedzy tajemnej.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s