Korki z życia

by Józia

Piszę bloga, jejeje

Leave a comment

Teraz tu jest najfajniej. Jestem tylko ja, szablon z owcami i jakieś dziwne nazwy wpisane na szybkiego, bo mi jeszcze inspiracja ucieknie.

I… tego, no… yyy. Wczoraj jechałam autobusem iii… e. chwila… moje życie…. chwila…. jeszczeeee, nie….

Koniec. Dziękuję, do widzenia, wena mi zjebała.

Bo to wszystko przez wordpresa! Oryginalna chciałam być, kurwa, do dupy to szare tło, i tych owiec szukałam tak długo, że straciłam jakoś impet. Ech. Bo tak – tu customize, tu kolorki, tu wybierz szablon….  No i cóż, niby nieważne, ale przecież byle co to być nie może, przecież ja oczyma wyobraźni widzę tłumy czytające mojego bloga, już przemówienia na konferencje układam,

 –  A tak, jakoś to się zaczęło, zawsze chciałam pisać, wygląd nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Wzięłam pierwszy lepszy szablon i napisałam, co mi dusza dyktowała. Nigdy się nie spodziewałam, że odniosę taki sukces.

Dlatego powinna być możliwość założenia bloga w jakieś dziesięć sekund, ale pierwszą rzeczą, jaka powinna rzucać się w oczy, w jakiejś czerwonej migającej ramce z fiutami na wszelki wypadek, to puste pole tekstowe. Tam wszyscy desperaci mogliby ulżyć tej nagłej potrzebie pokazania światu swoich myśli, może jeszcze wysmażyć tytuł bloga, bo to jest najlepsze chyba ( “Myśli nieuczesane”, “Blog Rafała Krajewskiego z Dęblina”) no i zniechęcić się po dwóch linijkach, gdy wreszcie się okazuje, że nieee, to durnota to wszystko, idę spać lepiej, RANO NAPISZĘ, OBMYŚLĘ SOBIE. I ja tak mogę obmyślać jedno zdanie przez pół życia – bo przecież w piękny ranek majowy smukła amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego.

Plusów takiej ramki byloby co niemiara. Więcej nazw by było dostępnych, ratujemy lasy, no i może, może, może, ktoś by napisał czasem coś naprawdę fajnego w tej jedynej na lajftajm próbie wyrażenia siebie, gdy nagle, po długich wakacjach, człowiek zaczyna myśleć nad swoim życiem. Wietrzę mega biznes, porno niech się schowa – potem to można zebrać w kupę i publikować perełki. Każdy, no każdy tego próbował. I u większości kończy się na tym jednym samotnym wybuchu kreatywności, żałosnym, wstydliwym, w końcu usuwanym. Ja to wieem. Byłam taaam.

No to jak będzie ze mną tym razem?

O powodach opowiadać nie będę. Zaczęłam, ty mnie czytasz, jest fajnie, cześć cześć, tam są ciastka, tam kapuczino. Dlaczego nie będę opowiadać o sobie, słyszę zawodzenie tłumów. Dlaczego?

Powstrzymując łzy cisnące się do oczu, podchodzę do mikrofonu. Wrzawa wśród widowni narasta z każdym moim krokiem. Czy opowie? Czy złamie swoją obietnicę? Jej twarz, zagadkowa, niezwykła, nie wyrażała wiele. Po chwili jednak cały stadion usłyszał ten głos, delikatny, ale potężny, smutny, ale pogodzony z losem.

 – Bo, moi drodzyni chuja was to przecież nie obchodzi.

Po co czytać o normalnym życiu kogoś nieznajomego? Wszyscy mamy przecież podobnie.

/BUCH mózgi rozjebane/

Kupiłam ogórki, chleb i fasolę, pomidorów nie było. Muszę kupić sukienkę na studniówkę. Ale się wczoraj naebałam! Słuchaj, Łysy do mnie wczoraj napisał.

To samo, wszędzie to samo. I tak słucham, bo słucham, i próbuję czasem w takiej rozmowie wyczaić co ta osoba myśli może, może coś ciekawego, może jakieś wnioski, może coś fajnego. E, nie. Fakty mi poopowiada, przecież to takie kurwa ciekawe. Przyszedł, wszedł, wyszedł, poszedł, popatrzył. Jaaaacieee. Ych, idźwa, wy nudziarze, idźwa! Mam tego potąd, starczy, zwłaszcza, że jak siebie czasem posłucham, to się upodabniam jak Zelig kurwa i brzmię toczka w toczkę tak samo [*].

Bo ja lubię kminić, no, brzmi to żałośnie, wiem, jakbym była jedyna na świecie hohoho, ale czasem tak się czuję! Z jakim ja niezrozumieniem się spotykam, to sobie nie wyobrażacie, moje kochane boty reklamowe. Jestem pośmiewiskiem u nas na wiosce. Wyzwiska, żarty, okładanie kijami przez małe brudne dzieci. I wiem, że ocieram się o śmieszność, nawet więcej niż ocieram z tymi swoimi kurwa filozofiami (pomóżcie), rzadko daję radę wytłumaczyć o co mi chodzi, plączę się, podniecam, a tak naprawdę nic nowego nie odkrywam. Ale muszę, przepraszam. No i dlatego będę kminić, yo. Kminić nad życiem. Ale co… co? Dlaczego, znów słyszę. Dobrze słyszę? Pan Bulgacz B. z Pieniaczki Dolnej, prosimy.

– A cooo ee? Że lepsza jesteś? Gupia jesteś, tak ci sie wydaje, żeś rozumy pozjadała, hipstero ty, gówno wiesz, do garów, BULBULBULBUL!!

No właśnie – jak raczył zauważyć Pan Bulgacz, dziękujemy, znieście pana – nie mam żadnych kwalifikacji. Na pewno nie przeczytałam więcej książek niż jakikolwiek normalny człowiek, nie zrobiłam kursu z życia, nie mam dyplomu, nawet OGUNa nie. Jedno co, naczytałam się mnóstwo Segritty i Kominka – moich rodziców z wyboru. Czytałam, implementowałam w życie tak ostro, że gdyby nie oni, pewnie nadal bym była dziewicą (pozdrawiam drużynę siatkówki z XVI LO w Raciborzu, chłopaki, nie zapomnę was nigdy).

Czy mam do powiedzenia coś, czego nie powiedzieli oni? Nie wiem. Będę próbować.

Advertisements

Author: Józia

Józia, 21-letnia studentka z Warszawy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s